1
Od kilku dni widzę cały czas to
samo. Las, zwierzęta, kwiaty i drzewa. Czuję pod stopami brudną ziemię, igły
świeżo kwitnącej sosny, młode szyszki i odłamki skalne. Nie wiem jak długo
jeszcze wytrzymam. Powoli opadam z sił. Każdy, nawet najdrobniejszy oddech,
wywołuje u mnie falę bólu, ale wiem, że aby przeżyć muszę uciekać, brnąć
naprzód. W głębi duszy czuję, że to już niedaleko, że niedługo znajdę
schronienie. Skąd to wiem? Nie mam bladego pojęcia.
Mama zawsze mówiła, żebym nie
zbliżała się do lasu, że tam jest niebezpiecznie. Nigdy nie brałam tego na
poważnie. Już jako mała dziewczynka wymykałam się do lasu,
zieleni, dzikich zwierząt. Kochałam naturę i wszystko co z nią związane,
dlatego nawet historie mamy nie były w stanie mnie zatrzymać. Potrafiłam
godzinami przesiadywać na drzewach, rzucać wiewiórkom orzechy i oczywiście
marzyć. Często wyobrażałam sobie, że drzewa to nadnaturalne istoty, a ja jestem
wojowniczką. Wiem, to musi brzmieć idiotycznie, ale tak właśnie było. Znałam
ten las jak własną kieszeń. Jak więc mogłam zabłądzić?
Jestem rozbita. Emocjonalnie i
fizycznie. Nie mam siły dalej uciekać, ale jednocześnie wiem, że to moja jedyna
opcja. Mam ochotę krzyczeć, płakać, walić pięściami. Jestem posiniaczona i
poobijana. Z rozciętej skroni sączy się krew. Jednym słowem wyglądam jak
dziesięć nieszczęść.
Kiedy już jestem w stanie się
poddać, przestać uciekać, widzę na horyzoncie dom. Zwykły, drewniany, niczym
nie różniący się od innych budynków dom. Tylko, że ten stoi w samym sercu
nieskończonego lasu. Przez chwilę ogarnia mnie radość, jednak uczucie znika
równie szybko, jak się pojawiło. Przecież to niemożliwe. Kto mieszkałby właśnie
tutaj? Czy dom to wybryk mojej wyobraźni? Kolejne złudzenie? Lecz im bliżej
podchodzę, tym bardziej jestem przekonana, że jednak mój rozum nie płata mi
figli, że wybudowany przede mną dom jest prawdziwy. Biegnąc w jego stronę widzę
coraz więcej detali. Jest większy niż mi się wydawało. Bardziej wyniosły i
okazały. Mimo ogromnych okien, nie mogę dostrzec wnętrza budynku, które jednak
widzę oczyma wyobraźni. Wiem, że w rzeczywistości zapewne wygląda zupełnie
inaczej.
W końcu, zdyszana i zlana potem,
dobiegam do ogromnych drzwi. Zaczynam walić w nie pięściami, w nadziei, że ktoś
jest w domu. Po chwili w progu ukazuje
się starsza kobieta w eleganckim ubraniu. Jej czarne, błyszczące włosy są
upięte w sprośnego koka na czubku głowy. Na pierwszy rzut
oka wygląda przerażająco, ale po krótkim czasie dostrzegam w jej oczach
zrozumienie i życzliwość. Wygląda na całkowicie opanowaną i chyba nie widzi nic
dziwnego w mojej niespodziewanej wizycie i wbrew moim oczekiwaniom, bez żadnych
pytań, wpuszcza mnie do środka.
A więc udało się, jestem
bezpieczna. Radość nie trwa jednak długo, ponieważ gdy tylko znajduję się za
drzwiami domu czuję tak wielkie wyczerpanie i ból głowy, że natychmiast osuwam
się na podłogę. Nie chcę zasypiać! Chcę jej wszystko wyjaśnić, opowiedzieć! Ale
zanim mam okazję cokolwiek wydusić, powieki stają się tak ciężkie, że po prostu
nie mogę ich unieść. Udaje mi się jeszcze na chwilę otworzyć oczy. Widzę dwóch
mężczyzn, biorących mnie na ręce i niosących po schodach. Później zapadam się w
otaczającą mnie ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz