czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 1

1

Od kilku dni widzę cały czas to samo. Las, zwierzęta, kwiaty i drzewa. Czuję pod stopami brudną ziemię, igły świeżo kwitnącej sosny, młode szyszki i odłamki skalne. Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam. Powoli opadam z sił. Każdy, nawet najdrobniejszy oddech, wywołuje u mnie falę bólu, ale wiem, że aby przeżyć muszę uciekać, brnąć naprzód. W głębi duszy czuję, że to już niedaleko, że niedługo znajdę schronienie. Skąd to wiem? Nie mam bladego pojęcia.
Mama zawsze mówiła, żebym nie zbliżała się do lasu, że tam jest niebezpiecznie. Nigdy nie brałam tego na poważnie. Już jako mała dziewczynka wymykałam się do lasu, zieleni, dzikich zwierząt. Kochałam naturę i wszystko co z nią związane, dlatego nawet historie mamy nie były w stanie mnie zatrzymać. Potrafiłam godzinami przesiadywać na drzewach, rzucać wiewiórkom orzechy i oczywiście marzyć. Często wyobrażałam sobie, że drzewa to nadnaturalne istoty, a ja jestem wojowniczką. Wiem, to musi brzmieć idiotycznie, ale tak właśnie było. Znałam ten las jak własną kieszeń. Jak więc mogłam zabłądzić?
Jestem rozbita. Emocjonalnie i fizycznie. Nie mam siły dalej uciekać, ale jednocześnie wiem, że to moja jedyna opcja. Mam ochotę krzyczeć, płakać, walić pięściami. Jestem posiniaczona i poobijana. Z rozciętej skroni sączy się krew. Jednym słowem wyglądam jak dziesięć nieszczęść.
Kiedy już jestem w stanie się poddać, przestać uciekać, widzę na horyzoncie dom. Zwykły, drewniany, niczym nie różniący się od innych budynków dom. Tylko, że ten stoi w samym sercu nieskończonego lasu. Przez chwilę ogarnia mnie radość, jednak uczucie znika równie szybko, jak się pojawiło. Przecież to niemożliwe. Kto mieszkałby właśnie tutaj? Czy dom to wybryk mojej wyobraźni? Kolejne złudzenie? Lecz im bliżej podchodzę, tym bardziej jestem przekonana, że jednak mój rozum nie płata mi figli, że wybudowany przede mną dom jest prawdziwy. Biegnąc w jego stronę widzę coraz więcej detali. Jest większy niż mi się wydawało. Bardziej wyniosły i okazały. Mimo ogromnych okien, nie mogę dostrzec wnętrza budynku, które jednak widzę oczyma wyobraźni. Wiem, że w rzeczywistości zapewne wygląda zupełnie inaczej.
W końcu, zdyszana i zlana potem, dobiegam do ogromnych drzwi. Zaczynam walić w nie pięściami, w nadziei, że ktoś jest w domu. Po chwili w progu ukazuje się starsza kobieta w eleganckim ubraniu. Jej czarne, błyszczące włosy są upięte w sprośnego koka na czubku głowy. Na pierwszy rzut oka wygląda przerażająco, ale po krótkim czasie dostrzegam w jej oczach zrozumienie i życzliwość. Wygląda na całkowicie opanowaną i chyba nie widzi nic dziwnego w mojej niespodziewanej wizycie i wbrew moim oczekiwaniom, bez żadnych pytań, wpuszcza mnie do środka.
A więc udało się, jestem bezpieczna. Radość nie trwa jednak długo, ponieważ gdy tylko znajduję się za drzwiami domu czuję tak wielkie wyczerpanie i ból głowy, że natychmiast osuwam się na podłogę. Nie chcę zasypiać! Chcę jej wszystko wyjaśnić, opowiedzieć! Ale zanim mam okazję cokolwiek wydusić, powieki stają się tak ciężkie, że po prostu nie mogę ich unieść. Udaje mi się jeszcze na chwilę otworzyć oczy. Widzę dwóch mężczyzn, biorących mnie na ręce i niosących po schodach. Później zapadam się w otaczającą mnie ciemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz