piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 2

2

Pierwszą rzeczą, którą czuję po przebudzeniu, są rurki przypięte do mojej skóry. Jakaś lodowata ciecz przepływa przez mój organizm, przez co jest mi niemiłosiernie zimno. Okrywa mnie jedwabista pościel, pachnąca lawendą. W powietrzu unosi się zapach lasu.
Nagle czuję przypływający strach. Boję się tego miejsca, boję się otworzyć oczy, boję się, że zobaczę coś, czego nie powinnam widzieć, coś zakazanego. Czuję jednak, że w pokoju panuje mrok. Może nikt nie zauważy, że się obudziłam? Powoli otwieram oczy i już wiem, że miałam rację. Jest późna noc. Spoglądam na swoje ubranie i ku zdziwieniu stwierdzam, że jest czyste jak nigdy dotąd. Bluza z szarej jest z powrotem bladoróżowa, dżinsy nie są już pokryte błotem, a trampki leżące na podłodze, znów są różowe jak dawniej.
Ciekawa miejsca w jakim się znajduję, odpinam rurki uniemożliwiające mi poruszanie się i wstaję z łóżka. Rozglądam się po pokoju. Widzę ogromne, starodawne szafy, szpitalny sprzęt, do którego byłam podłączona i mały stolik zapełniony stertą papierów. Wielkie firanki zasłaniają widok z okien, przysłaniając tym samym światło. Podchodzę do nich i powoli odsłaniam kurtyny. Pokój natychmiast zalewa światło, przez co dostrzegam w głębi pomieszczenia przepiękną toaletkę. Siadam na miękkim, obitym w skórę krześle i ze zdumieniem patrzę na swoje odbicie. Wszystkie rany, rozcięcia i podrapania zniknęły. Widzę tą samą twarz co dawniej. Ogromne, zielone, otoczone rzędem długich, czarnych rzęs oczy, zgrabny nos pokryty rozsypanymi po policzkach piegami, pełne usta, zaróżowione policzki i przydługa grzywka wpadająca w oczy. Tak, to znowu ja. Dotykam długich, falowanych włosów, aby przekonać się, że one także wróciły do normy. Są jedwabiście miękkie i lśniące. Mama zawsze mówiła, że są wyjątkowo piękne. Kasztanowe, ale lekko wpadające w rudy. Były niesamowite, zresztą nadal są.
Nagle czuję spływającą po policzku łzę. Tęsknię za nimi. Za całą moją rodziną. Mamą, tatą, bratem i siostrą. Jeszcze niedawno miałam ich po dziurki w nosie. Teraz dałabym wszystko, żeby ich zobaczyć, przytulić. Brakuje mi kłótni z Gabe’m, śmiechu Quinnie, jej dziecięcej logiki, przestróg mamy i żartów taty. Chciałabym znaleźć się przy kominku, otulona ciepłym kocem, z kubkiem gorącego kakao w rękach, słuchając niesamowitych historii babci. Nic nie zastąpi mi rodzinnego domu.
Podchodzę na palcach do drzwi, ale niestety nie wszystko układa się po mojej myśli. Nie widząc jakiejś rzeczy na podłodze, zapewne wystającej belki, zahaczam o nią, a zaraz potem czuję zderzenie z podłogą, robiąc przy tym sporo hałasu. Odwracam się, chcąc obwinić o to wszystko belkę i wtedy nieruchomieję. Czy to w ogóle możliwe? A może jestem w jednym z tych głupich seriali telewizyjnych, w których wkręcają zwykłych ludzi? Rozglądam się szukając kamer, czy czegokolwiek co pozwalałoby mi myśleć, że tak właśnie jest, ale niczego takiego nie dostrzegam. Drżącymi rękoma podnoszę przedmiot i kładę go u moich stóp, wciąż nie wierząc własnym oczom. Przede mną leży walizka, ale nie jest to zwykła torba z ciuchami. To MOJA walizka. Walizka, którą wożę na letnie obozy z przyjaciółmi. Walizka, którą zabieram w góry, kiedy jadę do babci. Walizka, którą trzymam na górnej półce w szafie z ubraniami. Jak ona się tutaj znalazła? To tak jakby ktoś się mnie spodziewał, jakby czekał na moją wizytę, wiedział że przybędę. Rozsuwam zamek i patrzę na zawartość torby, jakbym widziała ją po raz pierwszy. Nerwowo szperam pomiędzy rzeczami. Ulubione ubrania; zdjęcia rodziny i przyjaciół; wisiorek, który zgubiłam biegnąc w lesie; książka; pościel; poduszka i pamiętnik. Dziwne, naprawdę dziwne.
Nagle na korytarzu zapala się światło. Słyszę kroki. Jest już za późno, żebym dostała się z powrotem na łóżko i udawała, że śpię, więc tylko siedzę zdezorientowana na podłodze i wpatruję się w smugę światła. Drzwi się otwierają. Widzę tą samą kobietę, która wpuściła mnie do domu.
- Widzę, że już pani nie śpi - odzywa się nieznajoma.
- Ehm tak, właśnie miałam… Emm, to nie tak jak wygląda – tłumaczę się zdenerwowana.
- Proszę się nie tłumaczyć, to nieistotne.
- Przepraszam, obudziłam panią?
- Nie, nie spałam. Pozwoli pani za mną, panno Cross.
- Zaraz, zaraz. Skąd pani wie jak się nazywam?
- Wiemy więcej niż się pani wydaje - mówi po czym odwraca się w stronę drzwi i rusza przed siebie, a ja za nią.
- A więc, gdzie ja właściwie jestem? 
 - Znajdujesz się w Międzypokoleniowym Instytucie Szkoleniowym.
- Ehm, a można jaśniej? - pytam z irytacją.
- Ach, pytania, pytania, pytania. Jesteś identyczna jak swoja matka. Nieufna, bardzo ciekawska i do tego niebiańsko piękna.
- Ehm, dziękuję... – mówię z rumieńcem na twarzy, a po chwili dodaję - Hej! Skąd zna pani moją mamę? Ja już nic nie rozumiem…
- Nie musi pani rozumieć. Wszystko co powinna pani wiedzieć znajdzie pani w pokoju 203 na drugim piętrze. W razie niejasności proszę pytać Carly. Ona wszystko pani wyjaśni. Póki co proszę przenieść się tam ze swoimi rzeczami i oczekiwać dalszych informacji – mówi i odchodzi.
Jestem tak zszokowana, że po prostu tam stoję i gapię się na pusty korytarz, nie mogąc się ruszyć. Gdzie ja w ogóle jestem? Nigdy nie słyszałam o tym miejscu, ale z łatwością mogę stwierdzić, że już mi się nie podoba. Wychodzę ogromnymi drzwiami na zewnątrz. Słońce leniwie wyłania się zza horyzontu. Zapowiada się piękny dzień. Tylko dlaczego właśnie tutaj? Cały czas dręczą mnie pytania, na które nie znam żadnej odpowiedzi. Co to za miejsce? Dlaczego tu jestem? Kim jest ta kobieta? Co ma z tym wspólnego moja mama? I najważniejsze: skoro moja mama o tym wiedziała, to dlaczego mi nie powiedziała? Na każde z tych pytań odpowiedź brzmi: nie wiem.
Rozglądam się po lesie kiedy nagle widzę czającą się za drzewem ciemną postać. Staram się nie patrzeć w tamtą stronę i udawać, że niczego nie widzę, ale niezbyt mi to wychodzi, dlatego staram się nieznacznie podejść najbliżej jak się da. Kiedy znajduję się już tak blisko, że cień jest dosłownie na wyciągnięcie ręki, stukam go w ramię jednocześnie mówiąc:
- Hej.
Czuję jak całe jego ciało przeszywa dreszcz, kiedy gwałtownie się odwraca. Spoglądają na mnie duże, czarne jak noc oczy. Widzę budzące się w nich zaskoczenie, ale i strach.
- Kim jesteś i jak mnie znalazłaś? – pyta nieznajomy
- Ehm, no wiesz szczerze powiedziawszy nie było to takie trudne, zważając na to, że tak po prostu stoisz sobie w lesie – odpowiadam z ironią.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie – Czyżbym wyczuła nutkę zniecierpliwienia?
- Ależ tak, odpowiedziałam. Bardzo się napracowałeś, próbując zestawić dwa pytania w jednym zdaniu? Nie boli cię głowa? – sarkazm - najlepszy sposób na sprawdzenie z kim masz do czynienia. Zapamiętajcie to sobie.
- O co ci chodzi? Podchodzisz do mnie, zachowujesz się jakbyśmy się znali, a nawet nie chcesz mi powiedzieć jak się nazywasz. – powiedział z irytacją. A to proszę państwa jest tak zwany Pan Wszystko Chcę Wiedzieć Od Razu. No super. Poza tym co mu da moje imię? Jedno, wielkie nic.
- Spokojnie Sherlock’u. Nie przyszło ci do głowy, że po prostu lubię cień tajemnicy?
- A tobie nie przyszło do głowy, że może lubię wiedzieć z kim rozmawiam?
- Ulala, szybko się uczysz. Jeszcze trochę i będziemy mogli normalnie porozmawiać.
- Możesz przestać?
- Kiedy ja nic nie robię. Mówię, po czym odwracam się do niego plecami i idę przed siebie w las.
Uwielbiam ten zapach. Świeże igły i wiatr. Tak, dobrze słyszeliście. Wiatr. On wbrew pozorom też ma zapach. Pachnie świeżością, jak… Znacie to uczucie kiedy wyciągacie pranie z balkonu i ono tak cudownie pachnie? To właśnie wiatr.
Słyszę za sobą kroki i już dobrze wiem, że to mój nieznajomy. Stara się być cicho i nie deptać szyszek, ale chyba nie jest w tym najlepszy.
- Wiem, że tam jesteś. Przestań zachowywać się jak jaskiniowiec.
- Ej! Nie jestem jaskiniowcem!
- Czyżbym zraniła Twoje uczucia? – uśmiecham się jak dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę, po czym poważnieję i mówię - Rebella.
- Czy to się dzieje naprawdę? Nie mogę w to uwierzyć! O jaśnie pani, dziękuję iż wyjawiłaś mi swoje długo skrywane imię!
- Czyżby uczeń przerósł mistrza?
- Na to wygląda – mówi, po czym dodaje – Tyler.
- Miło mi cię wreszcie poznać, Tyler.
- I wzajemnie, Rebella.
- No więc gdzie ja jestem? Co to za miejsce? – pytam, po chwili milczenia.
- To Międzypokoleniowy Instytut Szkoleniowy. W skrócie po prostu MIS.
- Miło, ale nadal nie wiem co ja tutaj robię.
- Skoro tu jesteś, zapewne to nie przypadek. Otóż rekruci, jeśli można nas tak określić, przybywają tutaj ze wszystkich stron świata. Przeważnie są to Dzieci Ósmego Pokolenia, co oznacza tyle, że jesteśmy ósmym pokoleniem po skończonej wojnie z Miastem Krugonów. Nadążasz?
- Nie bardzo.
- Gdzieś ty się chowała? No ale dobrze, niech będzie. Dokładnie 196 lat temu miała miejsce długa i bardzo okrutna wojna z Miastem Krugonów. – po czym dodaje, widząc moją minę – Miasto Krugonów. Nie rozumiem jak można o nich nie słyszeć? No, ale nic. Krugoni to hmm… Jakby ci to wytłumaczyć? To jakby dzikie plemię, które żyje, w sumie nikt nie wie gdzie. Ale to nieważne. Są bezlitośni, naprawdę. Najlepsze jest to, że oni nie są ludźmi. To zbliżone do nas istoty. Wyglądają jak my, ale to tylko pozory, żeby nas zmylić, żebyśmy ich nie rozpoznali. W rzeczywistości to dusze, które powstały w niewyjaśnionych okolicznościach. Naprawdę ciężko je rozpoznać. Nawet stojąc i rozmawiając tutaj z tobą nie mam pewności, że nie jesteś jedną z nich. Jednak opowiem ci resztę historii. Rozpoznać je można właściwie tylko w jeden sposób, a w sumie to w dwa. Pierwszy, jednak nie dający stu-procentowej pewności: Krugonowie mają bardzo specyficzne oczy. Nie chodzi o kolor, ale o coś innego. To jakby miniaturowe, czarne plamki, ledwie widoczne. A ich powieki mają lekko żółtawy kolor. Drugi, lecz bardziej niebezpieczny sposób to po prostu zabicie. Jeżeli zabita istota to Krugon, wtedy wypłynie z niego czarna jak smoła ciecz. Oni nie mają krwi, ale piją specjalne chemikalia, które czynią ich ‘krew’ tymczasowo czerwoną, dlatego zwykłe skaleczenie nic nie da. Jednak jeśli uderzysz w samo serce to już co innego. Bo widzisz, serca nie da się zabarwić na inny kolor. Zawsze pozostanie czarne.
- Ehm… Przypomniało mi się, że mam coś ważnego do załatwienia, ehm, muszę już iść – odwracam się na pięcie i ruszam szybkim krokiem przed siebie. Krugoni, wojna, Ósme Pokolenie? Ten chłopak ma zdecydowanie nierówno pod sufitem.
Kiedy słyszę za sobą kroki, zrywam się do biegu. Tego już za wiele, nie mogę.
- Czekaj! Rebella! Co ci odbiło?
Mi? Mi odbiło? To nie ja gadam o jakimś nieistniejącym plemieniu! Przyśpieszam i kiedy widzę już koniec lasu, niespodziewanie padam na ziemię jak martwa. Próbuję znowu przekroczyć linię lasu, ale nie mogę. Za każdym razem wpadam na jakieś niewidzialne pole.
- Co ci odbiło? – pyta Tyler, patrząc na mnie jak na wariatkę, kiedy nie zważając na pole, walę w nie ile sił – Przestań! Zrobisz sobie krzywdę.
Nie dociera do mnie jednak ani jedno jego słowo. Próbuję wydostać się z tej zabitej dechami dziury, zapomnieć o tym wszystkim o czym mi powiedział i wrócić do rodzimy i przyjaciół. Nie dam rady zostać tu ani minuty dłużej.
- Rebella? Przestań, proszę cię. To pole ochronne, nie przedrzesz się. – kiedy jednak nie słucham, podchodzi do mnie i odciąga mnie siłą, co nie jest takie proste, ponieważ kopię na wszystkie strony. – Co w ciebie wstąpiło?
- We mnie? We mnie?! Krugoni, wojna, MIS i jeszcze jakieś Ósme Pokolenie? Wybacz, ale to nie ja mam tu problemy. Ja po prostu nie chcę tu być, chcę wrócić do domu. Nie obchodzi mnie jak. Ale uwierz mi – znajdę sposób żeby się stąd wyrwać.
- Ty nic nie rozumiesz, prawda? Usłyszałaś tylko strzępki tej całej historii i masz już dość? My żyjemy z tą świadomością całe życie, poza tym nawet jeśli się postarasz, nie dasz rady uciec. Myślisz, że nikt nie próbował? Błagam cię!
- Dlaczego nas tu trzymają?!
- Eh… No tak, to jest na najgorsza część opowieści, miałem zostawić ją na koniec, ale cóż, skoro już pytasz… - zawiesza głos, a kiedy się znowu odzywa, czuję się jakbym została spoliczkowana – My mamy ich zniszczyć.

4 komentarze:

  1. uuuu to drugi rozdział, a mnie właśnie ciarki przeszły po plecach:P Lubie takie klimaty i czekam na kolejny rozdział:))))
    Super, że drugi jest dłuższy - można się wczuć w sytuację:)
    nadziewiatympietrze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. A jeszcze jeden komentarz:
    Za wkład i serce włożone w bloga i ciekawe posty nominuję Twój blog do Liebster Blog Award. Generalnie wygląda to jak łańcuszek, ale służy popularyzacji blogów, dlatego zachęcam do udziału. Wyjaśnienia i pytania znajdują się na moim blogu w zakładce Liebster Blog Award.
    nadziewiatympietrze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, gdzie jest rozdział 3???? Historia jest naprawdę ciekawa i ja jestem żądna wiedzy co dalej!? :)))
    nadziewiatympietrze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń