niedziela, 14 września 2014

Rozdział 4

4

- Myślałaś, że mi uciekniesz? – chrypi – Myślałaś, że tak po prostu zostawię cię w spokoju? – słyszę coraz więcej głosów – Myślałaś, że tak łatwo o mnie zapomnieć? Bo widzisz, szczegół tkwi w tym, że ja nigdy nie odchodzę. Nie pozbędziesz się mnie, nawet gdybyś pragnęła tego najbardziej na świecie.
Biegnę ile sił w nogach, czując na swoim karku strumień wydychanego powietrza. Upadam na ziemię, nie jestem w stanie się już dłużej bronić, a wtedy On znika, jakby Go nigdy nie było. Nagle wszystko się zmienia. Znowu znajduję się w lesie, biegnę, jakbym nigdy nie upadła. Widzę otaczający mnie zupełnie nowy, przyjacielski świat, w którym każdy się o siebie troszczy, gdzie nikt nie zostaje w tyle. Nagle jak za dotknięciem magicznej różdżki wszystko zwalnia. Poruszam się jak w zwolnionym tempie, ale nie tylko ja. Wszystko wokół mnie przemawia do mnie, jakby chciało mnie przed czymś ostrzec, ochronić. Zanim mam szansę zorientować  się co się dzieje, wszystko wraca do normy. Wszystko oprócz mnie. Nadal ruszam się jak żółw, kiedy czuję jak ktoś wbija mi ostrze w plecy. Upadam na ziemię, próbuję złapać oddech, a wtedy rozsypuję się na miliony małych kawałków, zupełnie jak szklanka zepchnięta ze stołu. I widzę te oczy – czarne z białymi plamkami wokół tęczówki.
Budzę się cała zlana potem. Siadam na łóżku, starając się wrócić do rzeczywistości. Szukam wokół siebie lampki, ale nie natrafiam na nic co kształtem by ją przypominało i wtedy wszystko wraca do mnie ze zdwojoną siłą. Jestem w Instytucie, wojna, Krugoni, Tyler. Kiedy to się stało? Próbuję złapać powietrze, ale nie mogę. Czuję, że się duszę, moje płuca nie są w stanie nic zrobić, jakby zapomniały, że w ogóle są mi potrzebne. Jestem sparaliżowana, nie mogę się poruszyć. Leżę na wznak, patrząc z przerażeniem w sufit i wtedy znowu widzę te oczy. Czarne jak noc z białymi plamkami. Jedyne do czego jestem zdolna to krzyk przerażenia. Oczy zachodzą mi łzami, gardło odmawia posłuszeństwa i pozostaje tylko długa, martwa cisza.
***
Na dworze już świta, wstaje nowy dzień, a ja nadal leżę w łóżku i patrzę przed siebie. Nic nie widzę, nic do mnie nie dociera. Zupełnie jakbym tu była, ale mój umysł i moje myśli ulatywały gdzieś zupełnie indziej, jakby oczy widziały, ale mózg odmawiał przetworzenia wszystkiego na impulsy. To chyba depresja, prawda? Heh, przecież każdy wiedział, że to się tak skończy. Kto normalny opowiada zwykłej, nieświadomej niczego szesnastolatce o takich rzeczach?
Słyszę dźwięki wydobywające się z głośników, ale nie rozumiem ich treści. To dla mnie jeden duży zlepek wyrazów, których nie potrafię podzielić i przyporządkować do odpowiednich kategorii. To zupełnie jak w tych wszystkich amerykańskich filmach, kiedy dziewczynę rzuca chłopak, a ona siedzi na kanapie z pudełkiem lodów w rękach i ogląda kreskówki. Ze mną jest jednak inaczej, to jakbym tu była, ale jednocześnie spadała w jakąś otchłań do której nic nie dochodzi. Tak, to chyba dobre określenie. Słyszę dźwięk otwieranych drzwi, a zaraz potem do środka wchodzi wysoka dziewczyna z burzą kręconych, czarnych włosów. Pochyla się nade mną, widzę, że je usta się poruszają, ale nic nie słyszę. Szumi mi w uszach. Dopiero po chwili docierają do mnie jej słowa.
- Ehm… Ty jesteś Rebella?
Dobra Bella, teraz skup się, otwórz usta i zlep prostą formułkę „Tak, to ja.”
- Chyba tak. – to jedyne co udaje mi się powiedzieć.
- Carly. Wygląda na to, że będziemy razem mieszkać przez jakiś czas.
- Chyba tak. – powtarzam.
- Mówisz coś jeszcze oprócz „chyba tak”?
- Tak sądzę. – odpowiadam, a Carly zanosi się śmiechem. Nie widzę w tym nic śmiesznego, ale no cóż, przynajmniej ktoś dzięki mnie będzie miał weselszy dzień.
- No dobra Rebella, czy może „chyba tak” wstawaj z łóżka, dziś twój pierwszy dzień. Na twoim miejscu nie wyrabiałabym sobie opinii lenia.
- Ale dokąd idziemy? – pytam zdezorientowana
- Zajęcia? Ominęło cię śniadanie, ale jak się pośpieszysz to może jeszcze coś znajdziesz w bufecie o ile te dzikusy wszystkiego nie zjadły. Widzimy się na dole. Przebierz się, umyj i doprowadź do porządku. – mówi, po czym odwraca się z powrotem do drzwi i wychodzi.
Zostaję sama, znowu. Mimo najszczerszych chęci spędzenia całego dnia w łóżku, powoli się podnoszę i zaglądam do walizki. Po krótkim czasie stwierdzam, że i tak wszystko jedno jak wyglądam, bo przecież kogo to obchodzi, i decyduję się na dżinsy, żółtą bluzkę i szarą bluzę z kapturem. Wchodzę do łazienki i pakuję się pod prysznic. Myślę o Krugonach, wojnie, o wszystkim. Jednak nie to nie daje mi spokoju. To świadomość, że moja mama wiedziała o tym miejscu, wiedziała, że kiedyś tu trafię i nawet mnie nie ostrzegła. Zostawiła mnie na pastwę losu, tylko dlaczego? A babcia? Czy ona też wiedziała? A może mój tata też tu był, tylko dlaczego nikt mi o tym nie powiedział? Bo co? Chcieli mnie chronić? Przecież i tak wiedzieli, że prędzej czy później mnie tu zabiorą. No i wreszcie: kim była ta postać z moich snów? 
Wychodzę spod prysznica, owijam się ręcznikiem i staję przed lustrem. Widzę swoje zmęczone odbicie. Podpuchnięte oczy, zaczerwienione policzki, potargane włosy. Kiedy to wszystko się stało? Ubieram się, doprowadzam częściowo do porządku i wychodzę z pokoju. Schodząc na dół widzę czekającą na mnie Carly. Teraz mogę jej się spokojnie przyjrzeć. Tak jak zauważyłam wcześniej jest wysoka, zapewne wyższa ode mnie. Ma twarz w kształcie serca, a jej oczy wydają się większe niż u normalnego człowieka. Ubrana jest w dżinsy i czarną bluzkę na ramiączkach, na nogach adidasy. Hm, czyli moja stylizacja nie odbiega od reszty. Dobrze wiedzieć.
- Co tak długo? – pyta, kiedy tylko jestem w stanie ją usłyszeć.
- To i owo. Powiedzmy, że musiałam dojść do siebie.
- Jaka wygadana, nie wierzę! – żartuje.
- Na co czekamy?
- Idziemy biegać, w sumie już jesteśmy spóźnione, co oznacza, że musimy dogonić pozostałych, bo wyruszyli jakieś pięć minut temu.
Bieganie? Mogłam się tego spodziewać.
- No to co tu jeszcze robimy?  – mówię, po czym niechętnie ruszam do wyjścia.
Biegnę za Carly, starając się nie dyszeć za głośno. Boże, jak ona szybko biega!
- Wszyscy tutaj tak szybko biegacie? – staram się nie zabrzmieć na zbyt zmęczoną.
- To normalnie tempo, a właściwie trochę szybsze.
- Zorientowaliby się gdybym została w łóżku?
- Zapewne tak.
- I co by się wtedy stało?
- Bella, nie mam bladego pojęcia, ale sądzę, że nic dobrego. A teraz szybciej, bo ich nigdy nie dogonimy.
Szybciej? Czy ona chce mnie zabić?
Po kilku minutach widzę resztę grupy. Nie jestem w stanie już dalej biec, brakuje mi powietrza. Moje ciało wydaje się w tej chwili znacznie cięższe niż normalnie, nogi mam jak z waty. Zatrzymuję się, nie zważając na protesty Carly, i wtedy czuję jak zimna ręka zasłania mi buzię, a zaraz potem wciąga w las.



 Trochę wcześniej niż planowałam, ale skoro jest skończony to czemu trzymać Was w niepewności? :) Mam nadzieję, że się spodoba
~Nika

1 komentarz:

  1. Super;) Teraz czuję, że to "realna" dziewczyna, a nie jakiś cyborg;))) Naprawdę super, ciągle trzymasz mnie w napięciu:) Masz bardzo przyjemny styl pisania;) Czekam na kolejny wpis, Pozdrawiam

    nadziewiatympietrze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń