sobota, 20 września 2014

Rozdział 5

5

Próbuję się wyrwać, ale ktoś zadbał o to, żeby uniemożliwić mi każdy, nawet najdrobniejszy ruch. Kopię, szarpię – nic. Jakbym walczyła z siatką. Próbuję nawet krzyczeć – nic. Cisza, pustka. Do czasu.
- Przestań. Boże Bella chyba powinienem cię zabrać do psychologa, masz jakieś silne napady agresji. – mówi Tyler, puszczając mnie.
- Ja mam napady agresji, mnie zabrać do psychologa? Żartujesz, prawda? To nie ja chowam się w lesie i porywam ludzi!
- Ja tylko oddałem ci przysługę. – mówi i uśmiecha się tym swoim rozbrajającym uśmiechem – Jeszcze chwila i płuca być wypluła. Chyba nigdy nie biegałaś.
- Mówiłam, że ciężko z moją kondycją. Nigdy wcześniej nie kazali mi się aż tak męczyć. – mówię, po czym wyczerpana kładę się na trawie – A co ty tu w ogóle robisz? Znowu.
- Powiedzmy, że oszczędzam sobie właśnie takiego stanu, w jakim się znajdujesz.
- Chowając się w lesie i porywając ludzi? – pytam sceptycznie.
- Możesz już przestać z tym porywaniem? Nikogo nie uprowadzam, po prostu potrzebowałem towarzystwa.
- Delikatniej się nie dało?
- Nie narzekaj, mogłem cię jeszcze powalić na ziemię, ale tego nie zrobiłem. Uszanuj moją dobroć.
- Dziękuję, litościwy Tylerze za okazanie mi twej delikatności. Cóż mogę dla ciebie zrobić, aby wynagrodzić ci twą wielkoduszność, o panie?
- To było dobre, naprawdę dobre.
- Ucz się ucz, może kiedyś mnie pokonasz, kto wie?
- Powiedz mi coś o sobie. – mówi niespodziewanie.
- A co chcesz wiedzieć? – pytam lekko zdezorientowana.
- Wszystko?
- Ehm, no więc… To trochę niezręczna sytuacja. – odpowiadam.
- Co w tym niezręcznego? Po prostu chcę cię poznać, to dziwne?
- Nie, ehm po prostu… Nie lubię mówić o sobie.
- Ach rozumiem, Pani Tajemnicza? – pyta, unosząc brew, przez co wygląda komicznie. Może to dlatego, że nie ma bladego pojęcia jak to się robi.
- Ha ha ha – wybucham śmiechem – To się robi tak – po czym unoszę brew. Oglądam jego nieudolne próby zrobienia tego samego u siebie, śmiejąc się tak, jak od dawna się nie śmiałam.
- No proszę, udało mi się cię rozśmieszyć. Nareszcie – mówi i spogląda na mnie tymi czarnymi jak noc oczami.
- Musisz przestać to robić. – mówię i spuszczam wzrok.
- Co?
- Jakbyś nie wiedział.
- Bo nie wiem, oświeć mnie Rebello. – odpowiada i uśmiecha się łobuzersko.
- Musisz przestać tak na mnie patrzeć. – mówię i się czerwienię. Boże, dlaczego to się zawsze dzieje? Czemu zawsze muszę się robić czerwona jak burak?
- O tak? – po czym znowu to robi. Co ten człowiek chce osiągnąć?
- Właśnie tak. Przestań. – nadal czerwona… - Przez ciebie wyglądam jak burak, dziękuję ci bardzo – mówię, a następnie podnoszę się z ziemi i idę w stronę Instytutu.
- Hej, poczekaj! Zrobiłem coś nie tak?
- Wszystko, nie możesz się tak zachowywać!
- Przepraszam. Boże wy dziewczyny jesteście takie skomplikowane! Zrobisz jedno – źle, zrobisz drugie – też źle! Co mam zrobić, żeby było dobrze?!
- Nie wiem! Może po prostu nie rozmawiaj ze mną! Wtedy będzie dobrze!
- Skoro tak to proszę, jak chcesz! Ale potem nie przychodź do mnie i nie mów mi, że coś źle zrobiłem!
- Zgoda! A ty przestań, przestań… Ach, przestań po prostu się do mnie zakradać, przestań się do mnie odzywać i przestań próbować być takim, takim, takim złym chłopcem, który myśli, że może mieć każdą!
- Dobrze, proszę bardzo, przestanę!
- No i super. – mówię, po czym odwracam się i idę naburmuszona w stronę Instytutu.
Co on sobie myśli? Że może być kim tylko chce? Że tak po prostu będzie mnie „porywał” bez powodu? Boże, jak on mnie denerwuje. Kopię z całej siły w wystający korzeń, aż czuję pulsowanie w nodzę, ale i tak nie przestaję. Siadam tylko na pniu i zaczynam płakać. Łzy lecą po moich policzkach wielkie jak grochy. Ja po prostu nie chcę tu być, chcę zapomnieć o tym, że tu trafiłam, wrócić do domu. To nie jest mój świat, ja tu nie pasuję. Dlaczego mnie tu ściągnęli? Dlaczego zabrali mi wszystko co tak bardzo kochałam? Dlaczego?
Siedzę i płaczę jak dziecko, kiedy czuję jak ktoś podnosi mi brodę swoją ręką. To oczywiście Tyler, wiem to. Zmusza mnie żebym na niego spojrzała. Patrzę w jego ciemne oczy, a on tak po prostu mnie przytula, bez słowa. Nic nie mówi, a ja wypłakuję się w jego ramię, które obejmuje mnie delikatnie, jakby bał się, że mnie połamie jeśli ściśnie mocniej. Stoimy tak chwilę, aż biorę się w garść i mówię:
- Przepraszam.
- Nie, to ja przepraszam. Wiem jak musi ci być ciężko, naprawdę, sam przecież przez to przechodziłem, tyle że nie miałem nikogo. Ty masz mnie.
- Nie rób ze mnie ofiary losu. Nie jestem słabą dziewczynką, potrzebującą większego chłopaka do ochrony. Umiem sobie poradzić.
- Wiem, tylko po prostu martwię się o ciebie. Wybacz, taki już jestem.
- Eh, no cóż chyba nie mam zbytniego wyboru – mówię, po czym daję mu kuksańca w bok. Odpowiada tym samym i razem idziemy do Instytutu.
Rozmawiamy o wszystkim i o niczym, śmiejemy się i płaczemy (no dobrze, głównie ja płaczę…), aż w końcu dochodzimy do głównego wejścia MIS.
- Myślisz, że się zorientują, że tak jakby trochę nagięłam zasady? – pytam
- Raczej nie. Poszczyp policzki, żebyś wyglądała na zmęczoną i wstrzymaj na chwilę oddech, żeby potem szybciej go łapać i po sprawie. Jak zapytają co tak wolno, powiedz, że to twój pierwszy trening i nie masz jeszcze kondycji. To chyba tyle. Powinni uwierzyć.
- Widzę, że ktoś tu ma niezłą wprawę – mówię, a zaraz dodaję – Dziękuję.
- Nie ma sprawy. Dla ciebie wszystko. – odpowiada, po czym z tymi słowami dzwoniącymi mi w uszach, idzie w swoją stronę. „Dla ciebie wszystko” – zabrzmiało całkiem przyjemnie. Jakby ktoś rozlał mi w środku ciepły, słodki miód. Miło. Z uśmiechem przyklejonym do twarzy, wchodzę do Instytutu i widząc jakiegoś starszego faceta, zapewnie nauczyciela, robię dokładnie to co powiedział mi Tyler. Chyba działa, bo „trener” tylko patrzy na mnie, kiwa głową i idzie w swoją stronę. Idę na górę do „swojego” pokoju i gdy tylko przekraczam próg, zasypuje mnie lawina pytań Carly:
- Gdzie byłaś? Dlaczego nagle tak zniknęłaś? Czemu nic mi nie powiedziałaś? Co robiłaś? Dlaczego tak wolno? Mogłaś mnie przynajmniej uprzedzić!
- Przepraszam, po prostu byłam strasznie zmęczona. Nie jestem przyzwyczajona do takich wysiłków. – odpowiadam tylko i rzucam się na łóżko.
- Następnym razem mi powiedz, to coś poradzimy.
- Dobra. Następnym razem już będzie lepiej, obiecuję.
- No ja mam nadzieję. Gdzie ty się w ogóle powdziewałaś?
- Odpoczywałam w lesie – przecież to nie kłamstwo, to tylko połowa prawdy…
- Tak długo? – pyta podejrzliwie
- Tak, tak długo. Wyobraź sobie, że nie jestem cyborgiem i potrzebuję chwili odpoczynku, jak każdy człowiek. A że nie mam kondycji to tym bardziej. – mówię i udaję się do łazienki, żeby wziąć prysznic.
Wskakuję pod zimną wodę, licząc na to, że zmyje ze mnie wszystkie problemy, tak jak to robi z brudem, ale nie oszukujmy się – tak się nie stanie. Wychodzę spod prysznica z mokrą głową, nie widząc nawet dokąd idę, ponieważ woda z włosów zalewa mi oczy. Zachowuję się jak ślepiec szukając ręcznika, ale kiedy w końcu go znajduję, czuję się jak zwycięzca i postanawiam, że następnym razem bardziej się zorganizuję. Staję przed lustrem i staram się coś ze sobą zrobić, bo bądźmy szczerzy, nie wyglądam najlepiej, a nazywając rzeczy po imieniu: jakby przejechał po mnie cały konwój czołgów, albo jakbym została przeżyta, a potem wypluta przez psa, albo innego zwierzaka. Rozczesuję potargane włosy, mając nadzieję, że jak wyschną będą wyglądały chociaż trochę lepiej, a następnie już ubrana, wychodzę z łazienki.
- Co mnie jeszcze czeka? – pytam, gotowa chyba na wszystko.
- Prawdopodobnie mało rzeczy. Zgłoś się do dyrekcji, dostaniesz rozpiskę z testami i to chyba tyle na dzisiaj. Reszta czasu jest do twojej dyspozycji.
- Hm, brzmi zaskakująco dobrze.
- Taak, pierwsze dni są najlepsze.
- Hej Carly, wiesz gdzie tu jest biblioteka? – pytam
- Jasne. Drugie piętro, wielkie zielone drzwi, nie przegapisz.
- Dzięki. – mówię, po czym udaję się we wskazanym kierunku.
Miała rację, nie ma najmniejszych szans na minięcie biblioteki. Drzwi są tak ogromne i wyraźne, że chyba tylko ślepy by ich nie zauważył. Wchodzę do środka, czując na sobie spojrzenie starszej kobiety.
- Młoda damo, co pani tutaj robi o tej porze? – pyta ze zdziwieniem.
- Ehm, bo ja jeszcze nie mam zajęć. To w sumie mój pierwszy dzień – tłumaczę się.
- Dobrze, w takim razie co mogę dla pani zrobić?
- Szukam Księgi Rekrutów i Księgi Wielkich Wojowników.
-Proszę tu chwilkę zaczekać – mówi i znika za regałami książek. Po krótkim czasie wraca z dwoma grubymi księgami. – Proszę bardzo, są do wglądu tylko na terenie biblioteki.
- Dobrze, dziękuję bardzo – mówię, odbierając od niej książki.
Zaszywam się w najdalszym kącie pomieszczenia i z nieskrywaną ciekawością zaglądam do środka ksiąg. Zaczynam od Księgi Rekrutów, mając nadzieję, że tam znajdę to czego szukam i faktycznie po kilku minutach napotykam na nazwisko Melissa Rynolds. Jednak pod jej imieniem nie ma żadnych informacji, oprócz przypisu: „Sprawdź w Księdze Wielkich Wojowników”. No proszę, moja mama wyróżniała się spośród uczniów i nic mi nie powiedziała. Odnajduję ją i patrzę na zdjęcie zrobione jeszcze w czasach młodości. Jest niewiele starsza ode mnie, ma długie kręcone włosy i uśmiecha się tym samym uśmiechem jaki widziałam u niej codziennie.
„Melissa Rynolds – wojowniczka jaką każdy chciałby trenować. Niesamowita pod każdym względem, zarówno sprawnościowo jak i mentalnie, gotowa na wszystko. Precyzja strzału, której pozazdrościłby sam mistrz, wytrzymałość na najwyższym poziomie, urodzona przywódczyni. Zawsze punktualna, obowiązkowa, ale i spontaniczna…”
Dowiedziawszy się wszystkiego, na czym mi zależało, wracam z powrotem do Księgi Rekrutów w poszukiwaniu babci, ponieważ jej historie teraz wydawały się naprawdę prawdziwe, kiedy widzę znajome nazwisko. Cross. Czuję się jakby ktoś kopnął mnie z całej siły w brzuch, ponieważ to na co patrzę, nie jest imieniem mojej babci, tylko jej syna, mojego taty - Alec’a Cross'a.

2 komentarze:

  1. Troszeczkę późno piszę, ale przytłoczyły mnie sprawy prywatne:(
    Wracając do tematu, rozdział świetny;) Z wielką ochotą wracam do Twojej historii i czytam i czytam i czytam...:)
    Bardzo podobają mi się słowne przepychanki Rebelli i Tylera ;) zachowują się jakby znali się od zawsze hihih;)
    Super, czekam na kolejny rozdział;)))

    ---------------
    Jak znajdziesz chwilkę zajrzyj także do mnie;)
    http://nadziewiatympietrze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, Czytam go od początku i mimo braku czasu i słabej pamięci wciąż tu wracam, ciekawa co będzie dalej. Bardzo ciekawie piszesz. Czekam z niecierpliwością na nexta :)
    Pozdrowienia :P
    HL

    OdpowiedzUsuń